|
Panie Marszałku. Z całym szacunkiem dla Pańskich osiągnięć politycznych, od pewnego czasu nie czytuje kolumn politycznych. Domyślam się, że podobnie czyni spora rzesza Polaków, i to nie tylko tych, którzy o degrengoladzie polskiej sceny politycznej mogliby dowiedzieć się już z brytyjskich, hiszpańskich i włoskich gazet? Jak Pan myśli, dlaczego?
Pytanie jest retoryczne. Po prostu Polacy są zniechęceni i zniesmaczeni polityką i trudno się temu dziwić. Poza tym w prasie też można dostrzec podziały - niektóre tytuły stały się wazeliniarskie i kadzą obecnej władzy, co też może odstręczać czytelników.
Co Pan czuje, gdy kolejne statystyki pokazują, że coraz więcej młodych Polaków po studiach podejmuje niezwykle trudną przecież decyzję o emigracji, co w praktyce oznacza, że wolą zarobić 4, 5 razy więcej zmywając naczynia w restauracji gdzieś w Londynie, Dublinie lub Barcelonie, niż w Polsce pracować w zawodzie za 1200 brutto?
Mam żal do ekipy rządzącej, że nic nie robi, by tworzyć w kraju nowe miejsca pracy. Polska straciła w ostatnich latach kwiat młodzieży. Tak nie musi być. Co innego zdobywanie doświadczenia lub nauka, szlifowanie języka i nowych zawodów, a co innego przymus ekonomiczny lub społeczny.
Czy przebywał Pan kiedyś na emigracji?
Nie. Po studiach zatrudniłem się w Domach Towarowych „Centrum”. Rozpocząłem tam pracę jako zwykły sprzedawca w Domu Towarowym „Junior”. To były inne czasy. Młodzi ludzie nie musieli emigrować za chlebem. Sądzę, że w Warszawie to się zmieni w latach 2006-2010. Nie miałem doświadczeń emigracyjnych, ale rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy wracają z emigracji. To wpływa na moją obecną postawę i determinację, aby ułatwić młodym ludziom rozwój zawodowy w Polsce.
Czy gdyby Pańska córka lub syn chciał wyjechać ze względów zarobkowych zatrzymywałby Pan ją/jego, czy nie?
Mam tylko syna. Gdyby był studentem albo miał wyjechać na pewien czas, po to by zdobyć nowe doświadczenia zawodowe - czemu nie? Gdyby jednak chciał wyjechać na dłużej, to co innego. Jestem ojcem, teściem i dziadkiem. Tęskniłbym za rodziną...
W jednym z programów publicystycznych pewien ekspert wyraził opinię, że to nie Polacy są dysfunkcyjni, ale system jest dysfunkcyjny. Czy zgadza się Pan Marszałek z tym poglądem?
Jest to jakiś czarny obraz rzeczywistości. Ani Polacy nie są dysfunkcyjni, ani system demokracji parlamentarnej nie jest dysfunkcyjny. Alternatywą do demokracji jest autorytaryzm. To demokracja pozwala na to, aby każdy z nas decydował o swoim losie i losie swojego kraju. Będą wybory, idźmy głosować.
Czy zdaje Pan sobie sprawę, że większość Polaków właśnie polityków wini za obecną sytuację w Polsce? Sądzi Pan, że słusznie?
Nie wiem o jakiej sytuacji mówimy. Politycy są winni zamieszaniu na scenie politycznej. To oczywiste. Ale na szczęście gospodarka się broni. Rząd Marka Belki zostawił w spadku swoim następcom dobry budżet. Co będzie dalej - nie wiadomo. Możliwe są bardzo różne scenariusze.
Na forach dyskusyjnych poświęconych tematyce emigracyjnej słychać głosy, że ci którzy wyemigrowali to przegrani, ponieważ nie umieli poradzić sobie w kraju. Czy zgadza się Pan Marszałek z tą opinią?
Nie zgadzam się. Poza tym liczę, że wrócą.
Co według Pana Marszałka należałoby zrobić, by poprawić wizerunek Polski za granicą? Czy według Pana jakiekolwiek kampanie wizerunkowe mają sens, skoro i tak przeciętny Brytyjczyk lub Irlandczyk najczęściej styka się z Polską spotykając polskich emigrantów zarobkowych, nierzadko wykonujących najgorzej opłacane prace, a nie na przykład podczas wakacji nad pięknym polskim morzem lub w Tatrach?
To nie ciężko pracujący za granicą Polacy psują wizerunek Polski, lecz politycy kierujący się ksenofobią, szowinizmem, nietolerancją, nierozumiejący i nieprzestrzegający wartości europejskich, niepotrafiący żyć w zgodzie z sąsiadami Polski. Polacy, którzy pracują za granicą, mają tam bardzo dobrą opinię. Żadna praca nie hańbi.
Czy według Pana Marszałka ktoś, kto wyjechał z kraju, by podjąć kilkakrotnie lepiej płatną pracę, nie jest patriotą? A może patriotyzm nie ma z tym nic wspólnego?
To, czy jesteśmy patriotami czy nie, nie zależy od tego, gdzie mieszkamy, pracujemy czy też uczymy się. Polska między innymi po to weszła do Unii Europejskiej, by Polacy mogli pracować i mieszkać w krajach Unii, zdobywać tam nowe doświadczenia zawodowe, kwalifikacje, a także - poprawiać swoją sytuację materialną. To, jak pracują i co potrafią, a jak wiemy na ogół mają dobrą markę za granicą, jest najlepszą reklamą dla Polski, zachęca bowiem tamtejszych inwestorów, by lokowali w Polsce swoje firmy, a o to właśnie chodzi! W ten sposób zacznie i w Polsce przybywać miejsc pracy, a ludzie będą mogli lepiej żyć. Zatem za granicą też można w pewnym sensie pracować dla kraju i dobrze przysłużyć się polskiemu społeczeństwu. Zresztą praktyka pokazuje, że ci, którzy wyjeżdżają, nie wyjeżdżają na zawsze. Trzeba robić wszystko, by chcieli wracać i chcieli w Polsce inwestować zarobione za granicą pieniądze. Tworzenie dobrego klimatu dla inwestycji tworzących nowe miejsca pracy jest jednym z priorytetów Socjaldemokracji Polskiej.
Czy wierzy Pan, że w Polsce zacznie być kiedyś w końcu normalnie? Oczywiście, ale pierwszym warunkiem jest jednak odsunięcie od władzy obecnej ekipy rządzącej.
Dlaczego w wyborach na prezydenta stolicy warszawiacy powinni oddać głos na Marka Borowskiego??
Nie składam nierealnych obietnic, nie rzucam słów na wiatr, mam konkretny program, mam doświadczenie w pracy administracyjnej i politycznej. Ponadto nie jestem zakładnikiem żadnej partii politycznej. Nikt mi nie będzie wydawał poleceń.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Matylda Setlak.
|